- Hej, heja, ho!
Co ładunek grozy mieści,
- Hej, heja, ho!
Której strasznym bohaterem
- Hej, heja, ho!
Jest, stojący tam za sterem,
Bardzo wredny łysy typ,
Co ma w szachu cały ship.
Dalej, chłopcy, ciągnąć fały
Pod nadzorem łysej pały.
Ciągnij, choćbyś padł na pysk,
Gdy nad Tobą jaja błysk.
Brać się, chłopcy, brać do pracy,
Pod nadzorem wrednej glacy.
Może znajdzie się na dnie
Typ, co gąbką czesze się.
W porcie, gdzieś na Bliskim Wschodzie,
Gdzie łysina nie jest w modzie,
Powiedziały cud hurysy,
Jaki brzydki jest ten łysy,
Choćby górę złota dał,
Nie skorzysta z naszych ciał.
Dalej, chłopcy, ciągnąć fały
Pod nadzorem łysej pały.
Ciągnij, choćbyś padł na pysk,
Gdy nad Tobą jaja błysk.
Brać się, chłopcy, brać do pracy,
Pod nadzorem wrednej glacy.
Może znajdzie się na dnie
Typ, co gąbką czesze się.
Tak okrutny bywa los,
Mu nie spadnie z głowy włos.
Z desperacji więc matrosy,
Wyrywają sobie włosy,
Bo ten widok takich glac,
Męczy bardziej niźli kac.
Dalej, chłopcy, ciągnąć fały
Pod nadzorem łysej pały.
Ciągnij, choćbyś padł na pysk,
Gdy nad Tobą jaja błysk.
Brać się, chłopcy, brać do pracy,
Pod nadzorem wrednej glacy.
Może znajdzie się na dnie
Typ, co gąbką czesze się.
Kiedyś, jakiś inny bryg,
Na dnie morza zniknął w mig,
Bo te blaski łysej pały,
Mu latarnią się wydały
I gdy kurs swój zmienić chciał,
To roztrzaskał się wśród skał.
Przenieśmy się jednak troszkę wstecz...
-Wiosłuj szybciej pędraku! Jak bedziem tak się pindrzyć to nawet za dwa księżyce nie dopłyniemy do tego zasranego brzegu! - Zawył postawny łysy krasnolud telepiąc na boki łajbą. Naczy się... łajbą tego nazwać nie można było. Była to raczej zdezelowana łódka z której co rusz trzeba było butem wylewać wodę by nie zatonęła.
- Byłoby mi łatwiej wiosłować gdyby ta łupina nie była pełna wody! Ruszaj szybciej tymi cherlawymi łapami zdziadziały pryku. - Odparł wiosłujący co sił brodacz. ciężko jednak wiosłować, gdyż drewniane siedziska nieprzystosowane zostały dla krasnoludów, toteż na lewo i prawo sypały się przekleństwa kierowane niczemu przecież nie winnej łódce.
- Ja Ci dam zdziadziałego pryka cherlawy szczylu! Łap za buta! - Co też i on uczynił. Stary onuc co rusz napełniał się wodą, pomińmy fakt że nim woda wylądowała za łódką połowa jego zawartości wracała z powrotem do ich jakże \\\"pięknej\\\" łajby przez dziurę w ów buciorze. - Buraku przez Ciebie tkwimy w tym łajnie!
- Przeze mnie? A kto krzyczał \\\"Wszyscy za kapitanem do mnie?\\\ Ech...że też cię wtedy posłuchałem - ciężko wzdychnął i popychając łódź drewnianymi wiosłami w wyznaczonym uprzednio kierunku mamrotać zaczął coś pod nosem.- Przynajmniej miałbym gdzie spać...
- JA?! Ty łachudro! Sam, żeś naiwny uwierzył temu huncwotowi, że będziemy taplać się w rumie i złocie jeno byśmy przystali u jego boku! To ja mogłem nie słuchać Ciebie! Ja głupi! - zawył niczym wilk do księżyca który teraz nie był księżycem tylko upalnym letnim słońcem.
- Zwal winę na mnie szczurze jeden! Jak Ci przychromole zaraz wiosłem to może na chwilę się zamkniesz? - Łypał na towarzysza niedoli jednym okiem.Drugie oślepiane przez światło musiał przymknąć by widzieć cokolwiek. - Wszystko przez tego bosmana i tą panienkę co przywlókł ze sobą na kajutę. Jeno pod kil kretyna!
- Nie przychromolisz bo prędzej Cie znokautuje! Posmakuj mojej pięści! - i jakże nie łypnie na młodego waląc prosto w nochal! Siły skurczybyk miał, no i starszy był. Choć bądź co bądź tamten tez postawny... działo się to.. cóż... bójki między tymi dwojga były nierozłączną częscią ich codziennego życia.. Szamotanina rozhulała się na dobre. dwie przysadziste postacie okładające się na rozwalającej łodzi na środku niczego. Ich drewniany transport momentalnie zaczął się chwiać i nim obejrzeli się oboje momentalnie ochłonęli w dość zimnych odmętach wody. - Cled!! - rozległ się głos jednej z dwóch sylwetek usiłujących dopłynąć wpław do oddalającej się powoli łupiny. - Datreus łachudro!!
Cóż... By zrozumieć historię tego dość, jakby to ująć... \\\"osobliwego\\\" duetu, przenieśmy się troszeczkę w przeszłość na łajbę starego kapitana Elregana Giltana Trzeciego. Szczerze powiedziawszy nikt nigdy nie wiedział dlaczego trzeciego, samozwańczy szczur lądowy który swojego czasu chciał zażyć troszku zdrowego żeglarstwa a gdy okazało się, że ma chłop do tego smykałkę, dzięki pieniędzy i wysokiej charyzmie postanowił zająć się szeroko pojmowanym piractwem. Szczerze powiedziawszy kapitan z niego nie był aż nader dobry co można było zauważyć po jego załodze. Pierwsze lepsze hałastry z portowych knajp które za rum, dziewki, złoto, rum i więcej dziewek zrobili by wszystko... Między tym całym pływającym cyrkiem znaleźli się Cled i Dartaus, w skrócie Dart. Byli dość niespotykanymi piratami z racji tego iż byli... krasnoludami. Że co? Że niby krasnoludy boją się wody? Nie umieją pływać? A czy nie zaznaczyłem że są osobliwym duetem? No.. więc proszę nie przerywać opowieści! Troszkę kultury... Ekhm.... Tak, był to duet niebywały, Cled w dość podeszłym wieku znany z tego, iż jego łysina mogła by w najciemniejszej nocy być latarnią morską odbijającą najdrobniejsze światło. Charakteryzował się bardzo, ale to bardzo dużą krzepą i głową do picia. Tak, między krasnoludami to normalnie lecz ten osobnik był nader wszelakie picie i balangi. Jego łeb był na tyle mocny, że załoga i kapitan zakazali mu wstę
Taaaak... Nie żeby to było powodem ich emigracji i zajęciu się piractwem... To zupełnie inna historia. Skupmy się na tym jak dostali się do stolicy. Jak już wspomniałem będąc na łajbie ich nie udolnego kapitana wybuchły małe zamieszki. Były tłumione rzecz jasna, kapitan robił co mógł, gadane miał dobre dlatego też pseudo piraci wierzyli w jego obiecanki. Oczywiście do czasu. Bo ileż można płynąć w nieznane? I jak idzie się domyślić, całe to cholerstwo wszczęło bunt. A jak bunt to bunt! Zdegradować kapitana i do byle jakiego portu byle szybko! Rum się kończył, zapasy także, rzadko rabowali jakiekolwiek statki handlowe bo i mało ich pływało po niespokojnych wodach a znowuż wyspy korsarzy nie były dobrym wyjściem dla załogi kapitana pirata z którego gówno nie pirat. Było by wszystko dobrze poszło gdyby nie kolejne obiecanki kapitana. Przyszpilony szablami zdał się na ostatnią deskę ratunku. Wzniosła wypowiedz, o nieznanych lądach, bogactwach skrywanych, wyspach pełnych kobiet... Zawyło w sercach krasnoludów. Z porozumienia obojgu kompanów, nie ważne który zaczął bo wpadli w łajno oboje, wstawili się za kapitanem. Szkoda, że tylko oni. Kapitana za burtę, a zdrajców na łodzia i w szerokie morze. I tak o to są, tu na wielkiej wodzie, z dziurawą łajbą i mokrymi kichawami....
- By Cie nagła krew zalała Cled! - warknął młodszy łypiąc ledwo powietrze. Starszy już chwycił się ich tonącej łajby. - No to jesteśmy w rzyci. - Stwierdził fakt łysy po czym dojrzał nie tak daleko nich mały statek. - Dart! Jesteśmy uratowani! Drzyj mordę ile natura dała gardła! - I się zaczęło wykrzykiwanie i przekleństw wiązanki których nie sposób tutaj napisać, dyć nie wypada... Statek podpłynął i gdy wszytko miało skończyć się pięknie.. ku ich zaskoczeniu ukazał im się... królewski patrol. - Mówiłeś, że jesteśmy w rzyci tak? To dlaczego akurat w samym łajnie Cled!? - Kapitan statku tylko uśmiechnął się choć i był wielce zaskoczony dwoma krasnoludami na środku morza. Liczył na szybki awans toteż bardzo szybko duet trafił do królewskiego więzienia...
========================================================================
Jakkolwiek.









Previous Page12345...Next Page